Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Rozdział V

Rozdział V


Nastał nowy dzień. Pierwszy dzień zajęć szkolnych. Pierwszymi zajęciami jakie mieli ślizgoni były dwie godziny eliksirów z gryfonami. Tego dnia zajęcia rozpoczynały się o godzinie 10:00. Kolejne lekcje to ONMS, zaklęcia oraz transmutacja. Wszyscy uczniowie już wstali i w pośpiechu szykowali się na zajęcia z Mistrzem Eliksirów. Minuty biegły nieubłaganie z każdą chwilą przybliżając lekcje.
- Czarna... obudź się. - Claire szarpnęła przyjaciółką widząc jak zegarek wybija godzinę 9:30.
- J-już... - Ziewnęła szeroko, otwierając zaspane oczy.
- Słuchaj mała... Jestem od ciebie starsza i od tej pory zachowuje się jak starsza siostra. Jeżeli ja ciebie nie przypilnuje, to znowu oberwę od profesora. Zatem... - Zaklaskała w dłonie. - Raz, raz... Wstawaj i szykuj się.
    Nie trzeba było dwa razy powtarzać dziewczynie. Czym prędzej weszła do łazienki przynależącej do dormitorium w jakim mieszkała. Nie każdy miał takie wygody. Czasami jedna łazienka należała do czterech sypialni w których zawsze spało pięć dziewcząt. Meg była wdzięczna za łaskawość losu. Nie wyobrażała sobie stania w kolejce do toalety. Szybko zabrała swój mundurek i kosmetyczkę i zniknęła za drzwiami z witrażem prezentującym węża, który co chwilę poruszał się i złowrogo syczał. Wzięła szybki prysznic. Wytarła swe mokre ciało w ręcznik i błyskawicznie założyła mundurek szkolny. Przeczesała włosy. Od wielu chłopaków słyszała, że są ładne i nie potrzebuje żadnych zabiegów kosmetycznych. Nie podzielała ich zdania. Brązowe, lekko falowane włosy zakrywające łopatki. Tego dnia wmasowała we włosy odrobinę pianki. Wymruczała jedną krótką formułkę, a jej falowane włosy stały się proste jakby potraktowała je prostownicą.
    W Hogwarcie dopuszczalny był delikatny makijaż, więc nie zamierzała z tego nie skorzystać. Oczy podkreśliła czarną kredką. Na powieki nałożyła srebrny oraz zielony cień, a usta musnęła błyszczykiem. Nie potrzebowała fluidu ani większej ilości dodatków. Tak właściwie to w ogóle nie potrzebowała makijażu, jednak lubiła się malować i nie zamierzała z tego rezygnować. Spojrzała na zegarek. Widziała, że zostały jej trzy minuty. Szybko wybiegła z łazienki. Nikogo już nie było w domu, prócz niej. Zabrała torbę z podręcznikami i szybko pobiegła pod salę eliksirów. Drzwi były otwarte. Czując trwogę zajrzała do środka. Odetchnęła z ulgą, gdy nie dostrzegła profesora.
- Zdążyłaś. - Odezwała się Claire wskazując wolne miejsce obok siebie. Dziewczyny zawsze siedziały w jednej ławce i to na każdych zajęciach, a nie tylko eliksirach.
    Megara dostojnym krokiem. Dumnie wyprostowana, delikatnie falując biodrami podeszła do stolika. Jej jasna cera wydawała się wręcz biała niczym porcelana, przy przygaszonym świetle i blasku ognia. - Myślałam, że nie zdążysz.
- Ja też tak myślałam. - Mruknęła z uśmiechem. Dobrze wiedziała, że siedzi za nią Malfoy z Goyl'em. Nie zamierzała jednak zbytnio się tym przejmować.


    Jak burza przeszedł przez całą długość sali. Powiało trwogą. Drzwi do lochu same zamknęły się z głośniejszym trzaskiem. Kilka osób podskoczyło na swoich miejscach. Pomimo wieloletniej znajomości profesora wszyscy wciąż go szanowali, odczuwali respekt i bali się go. Nawet sami Ślizgoni. Tylko najbardziej wybitne jednostki mogły być bardziej pewne swojej przyszłości.
- Dzisiaj... - Rozpoczął Snape głosem nie zwiastującym niczego dobrego. - Uważymy specjalny eliksir. - Stanął za swoim biurkiem. Rozejrzał się czy na stolikach uczniów leżą przygotowane książki i kociołki. - Minus dziesięć punktów dla Gryffindoru za brudny kociołek, panie Longbottom... - Uczniowie zauważyli, że dziś wyjątkowo był nie w sosie. To będą długie dwie godziny zajęć. Gryfoni nie odważyli się nawet głośniej odetchnąć, by nie poleciały kolejne minusowe punkty. Malfoy uśmiechnął się uszczypliwie. Znów dom Ślizgonów stoi wyżej. Teraz tylko czekał na to, aż jego ulubiony profesor wreszcie powie, jakie to cudo będą ważyć.
- Quanta Armera. - Po tych słowach ręka Hermiony wystrzeliła do góry, lecz dziewczyna natychmiast ją upuściła widząc wściekły wzrok  Snape'a. - Jak wszyscy na pewno dobrze wiedzą... - A profesor zdawał sobie sprawę, że wiedzą najwyżej trzy osoby obecne na tej sali. - Eliksir ten jest bardzo niebezpieczny w użytkowaniu. Czy ktoś mi może powiedzieć czemu? - Wskazał na jednego z Gryfonów, lecz ten nie znał odpowiedzi. - Minus dziesięć punktów. To samo pytanie, panie Potter.
- Nie wiem, panie profesorze. - Choćby nie wiadomo jak Harry wysilał swoje komórki nie mógł sobie przypomnieć do czego służy ta mikstura.
- Kolejne minus dwadzieścia punktów dla Gryffindoru.
- Dosyć tego... - Megary nie bawiła taka sytuacja. Rozumiała odejmować po dwa czy pięć punktów, ale dwadzieścia to była już przesada. - Ja wiem...! - Uderzyła dłońmi o blat stołu podnosząc się gwałtownie. - Ja wiem panie profesorze!
- Siadaj... - Jęknęła słabo Claire. Złapała przyjaciółkę za rękę i mocno ciągnęła na dół, aby ponownie usiadła.
- Nazwa Quanta Armera wywodzi się z języka włoskiego. Dlaczego właśnie z niego? Dlatego, że czarodziej, a raczej czarownica, która go uwarzyła jako pierwsza wywodziła się z Włoch... Nawiasem mówiąc mają pyszną kuchnie.
Wszyscy wybałuszyli oczy i patrzyli tylko w jednym kierunku, na Megare. Claire w geście rozpaczy uderzyła się dłonią w czoło i przejechała wzdłuż twarzy. Nie dość, że Desire przerwała nauczycielowi, postawiła się jemu, to jeszcze zaczyna rozprawiać o specjałach kuchni włoskiej.
- W każdym bądź razie wracając do tematu, to... Słowo Quanta oznacza "ile" natomiast Armera "uzbroi". Natomiast odnośnie eliksiru...
Jasnowłosa niewytrzymała pociągnęła Meg z taką furią, że szatynka chcąc, nie chcąc wylądowała boleśnie na krześle.
- Oszalałaś? - Wysyczała rozwścieczona. - Może ciebie bawi takie zachowanie. Może czerpiesz przyjemność ze szlabanów, ale nie ja. - Spojrzała przepraszalnie i zarazem błagalnie w oczy profesora.
- Przepraszam panie profesorze, Megarze podskoczył poziom cukru. - Nie zamierzała i tym razem oberwać od opiekuna tylko dlatego, że siedzi z dziewczyną, która ma jakieś popędy masochistyczne.
- Minus dziesięć punktów dla Slytherinu i dodatkowy tydzień szlabanu. - Powiedział bez mrugnięcia okiem. Niedopuszczalnym jest, aby ktokolwiek przerywał mu wypowiedź a tym bardziej poniżanie Gryfonów. W szczególności że to był ślizgon! I to jeszcze Megara! Musiał jej przypomnieć, że te dwa domy toczą ze sobą wojnę. - Panie Malfoy? - Dziewczyna źle odpowiedziała na pytanie. Słowa i może brzmiały z włoskiego, lecz z tym językiem nie miały nic wspólnego.
- Quanta Armera, wywar "demona". Doprowadza do obłędu każdą osobę, która chociażby go powącha. Źle wyważony bądź podany w nieodpowiedniej ilości może doprowadzić do trwałych uszkodzeń psychiki. Ma jadowicie zielony odcień i jest dość gęsty. Pachnie świeżym imbirem. - Wyrecytował Dracon. Przerabiał to na zeszłych wakacjach na prywatnych lekcjach.
- Proszę wziąć przykład z pana Malfoya i zajrzeć do podręczników. - Zgromił klasę wzrokiem. - Otwieramy książki na stronie trzysta dwudziestej czwartej. Macie czas do końca drugich zajęć.  

    Wiedziała, że odpowiedziała zgodnie z tłumaczeniem owej nazwy. Wiedziała skąd wywodzi się nazwa. Chciała powiedzieć to samo co Malfoy, ale Claire jej przerwała w połowie zdania. Zgromiła ją wzrokiem. Przez to, że jasnowłosa nie pozwoliła jej dojść do słowa wyszła na osobę, która kompletnie nie wie czym jest owy wywar. A znała jego skład na pamięć.
- Malfoy... - Odwróciła się w stronę Dracon'a z jadowicie przesłodkim uśmiechem. - Nie martw się... twej psychiki nie zdoła uszkodzić taki eliksir i nie mówię o tym, że jesteś zbyt silny... Po prostu, cóż. Jakby to ująć w słowa abyś zrozumiał? - Zamyśliła się przez moment. - Twej psychiki już bardziej nie da się uszkodzić. Możesz być spokojny, ten wyrwa nie wyrządzi tobie krzywdy.  
- Chyba twojej. - Odgryzł się spokojnie krojąc pierwsze składniki i wlewając pierwsze mikstury do kociołka. Wszystko to na razie przybrało lekko pomarańczowy kolor. Czyli zgodnie z przepisem. Dosypał odrobinę sproszkowanego rogu jednorożca, a potem zmiażdżył bliżej nieznanego pochodzenia robaczka w skorupce. - Najwyraźniej to ty nawdychałaś się tego wywaru. Tik Tak. - Wskazał na zegarek. Desire straciła właśnie cenny kwadrans na rozmowę. W jej kociołku leżały dopiero pierwsze dwa składniki. Była daleko w tyle za Dracon'em.

- Mną się nie przejmuj Draco. Odziedziczyłam sztukę ważenia eliksirów po ojcu. - Chociaż mówiła szeptem, to każdy kto wsłuchał się w przejmującą ciszę mógł usłyszeć owe słowa. Odwróciła się do blondyna plecami i zaczęła ważyć eliksir. Sporadycznie zerkała do podręcznika, aby upewnić się co do składników. Nienawidziła etapów w których musiała rozgniatać jakiegoś robaka. Uważała to za obrzydliwe i zawsze wykonywała takie czynności z zamkniętymi oczami. Inaczej groziło oddalenie się w błyskawicznym tempie w stronę pobliskiej ubikacji. Każdy składnik dodawała starannie. Mieszała. Zmniejszała, to zwiększała płomień pod kociołkiem. Claire nie odezwała się ani słowem. Wypyta Meg o ojca przy nadarzającej się okazji. Dobrze znała przeszłość Megary, wychowywana była przez mugoli, których nazwisko używała nawet w Hogwarcie. Zastanawiała się czy przez wakacje odkryła sekret, jakiego jeszcze jej nie wyjawiła.
- Skończyłam... - Mruknęła zadowolona. Pochyliła się nad kociołkiem ostrożnie wąchając zapach. Tak jak myślała wyczuła świeży imbir. Kolor również się zgadzał, tak samo i konsystencja. Zadowolona wypełniła szklaną fiolkę i podpisała swym imieniem. Podeszła do Severusa i podała mu swój wywar.
- Mam nadzieję, że wyszedł perfekcyjnie.

- Przetestujemy na następnych zajęciach na kolibrach. - Wziął od uczennicy flakonik z eliksirem. Wyglądał zdumiewająco dobrze. Przynajmniej na tym etapie nie mógł się do niczego przyczepić. Chwilę później swoją pracę oddał Malfoy, któremu dłużej zeszło z dokładnym przelewaniem cieczy do szklanego naczynia. Podpisał ją swoim nazwiskiem i bez słowa oddał profesorowi. Wyszedł z sali nie wydając odgłosów kroków, które tak bardzo irytowały nauczyciela. Snape z pogardą spojrzał po reszcie. Miał w swoich rękach już dwa najlepsze wywary. Nie spodziewał się większych rewelacji po reszcie. Ewentualnie po pannie Granger. Jedynej myślącej osobie pośród Gryfonów. Była mugolakiem, lecz przykładała się do nauki. Tego zarzucić jej nie mógł. Z kwaśną miną przyjął flakonik od Hermiony. Dorównywał kolorem pozostałym dwóm pracom.  Reszta wciąż męczyła się nad swoimi kociołkami. To będzie długi dzień...




~~~~~~



Krukoni niepewnie zebrali się pod wejściem do ich wieży. Nie byli pewni czego mają się spodziewać po remoncie. Na pewno będzie znacznie inaczej niż dotychczas. Tylko drzwi, przez które przechodzili zostało to samo. Dario podszedł i zapukał w nie. Ze środka wypłynął kobiecy głos.
-Jest świtem i porankiem; Jest zmierzchem i zachodem; o kim mówi pieśń ta? - zagadka. Mieszkańcy tego domu dostawali się do części mieszkalnej zupełnie inaczej niż pozostali uczniowie. Tamci mieli krótkie hasła, które podawali na wejściu. Krukoni natomiast musieli wykazać się intelektem i bystrością umysłu. Za każdym razem drzwi pytały się o coś innego. Rzadko się zdarzało, by zagadki się powtórzyły. Tylko odpowiedzi mogły padać częściej identyczne.
-Feniks 0 odpowiedziała Crow czekając ze zniecierpliwieniem, aby dostać się do środka. Drzwi uchyliły się wpuszczając wszystkich do środka. Te same strome schody prowadzące w górę do ich pokoju gościnnego. Lecz na tym podobieństwa się kończyły. Ich salon znacznie się zmienił. Teraz jego konstrukcja wydawała się znacznie lżejsza. Łukowate sklepienie, wysokie gotyckie okna z kolorowymi witrażami w niektórych z nich. Ukryte w ścianach zagłębienia, które prowadziły do dormitoriów. Widok był stąd naprawdę wspaniały. A przyjemny wystrój w odcieniach niebieskiego, brązu i czerni dopełniał uroku. Dodatkowo mieszkańcy znaleźli nowy element pomieszczenia. Kominek. Coś czego poprzednim razem nie posiadali. Pierwszaki rozeszły się do swoich łóżek zmęczeni podróżą, lecz starci uczniowie zostali, by podziwiać nowy wygląd. Po kolei rozchodzili się do swoich pokoi. W końcu na dole zostały tylko Kruki  oraz prefekci rozmawiający z boku, siedząc na jednym z wykuszy.
-Jak wam się podobali goście? - Raven oparł się o oparcie kanapy.
-Będą mi się śniły koszmary - wzdrygnęła się Crow. - Nie spodziewałam się zobaczyć Madame Maxime poza granicami Francji.
-Ciesz się, że nie mieszka z nami w dormitorium. - Młodsze z rodzeństwa podchodziło do wszystkiego bardzo spokojnie. Teraz tylko dziewczyna siedziała i prostymi zaklęciami naprawiała uszkodzony materiał szaty podczas prezentacji.
-Obawiam się, że nie zmieściłaby się w przejściu - na twarzy chłopaka pojawił się ironiczny uśmieszek.
- Prędzej wieża znów by się zawaliła nim ona zdołałaby dojść do pokoju gościnnego. - uzupełnił uszczypliwość brat Nerezy. Prawda, dyrektorka cudownej szkoły stawała się obiektem kpin przez swoje gabaryty. - Zbierajmy się do spania. Albo chociaż spróbujmy... - chłopak wyczuł, że Krukoni raczej spokojnie nie będą dzisiaj spali. Ciężko będzie im się przyzwyczaić do nowego miejsca.

-Popatrz... - Nereza wskazała na statek na jeziorze. Tym razem miały właśnie widok właśnie na tą część błoni. - Karkarow nadal się bawi. - Miała rację. Na statku wciąż paliły się światła w kajutach.
-A o trzeciej w nocy zaczną szaleć i od jutra znosić swoje karteczki z nazwiskami do czary - machnęła ręką Crow. Dziewczyna przebrała się w lekką koszulkę na ramiączkach i ułożyła w nowym łóżku. Lekka konstrukcja przypominała pióra otulające się wokół posłania. Inaczej niż to miały okazję widzieć w u Gryfonów. Granatowe zasłonki, jasna pościel i ciemne meble. Nereza wybrała inne miejsce do spania. Wybrała łóżko usytuowane we wnęce pokoju. Taki mały prywatny kawałek przestrzeni dla siebie. Czuła się znacznie bezpieczniej zajmując miejsce ciut wyżej od pozostałych. Chociaż jej przyjaciółki, ani jeszcze jednej ich współlokatorki to nie dziwiło. Scoliari zawsze lubiła obserwować z góry to co działo się wokół. Teraz nawet miała do tego okazję w sypialni.
-Dobranoc - Nereza wślizgnęła się do posłania. Crow i druga dziewczyna również zebrały się do spania. Nie było sensu dłużej siedzieć. To jest ostatnia okazja do wyspania się zanim zaczną się lekcje.
~~

Jeszcze nim zaczęły się zajęcia dziewczyny skorzystały z promieni ciepłego słońca i wybrały się na błonia. Dario i Raven w tym czasie poszli już na swoje zajęcia. Mieli je w bardziej oddalonej części zamku. Tymczasem Crow i Nereza zaczynały poniedziałek całkiem przyjemnie od lekcji transmutacji z profesor McGonagall. Scoliari uwielbiała te zajęcia równie mocno jak Zaklęcia z opiekunem ich domu. Magia ją lubiła i bez słowa sprzeciwu wykonywała wszelakie jej rozkazy. Niektórzy chwalili jej umiejętności bardziej niż słynnej Granger. Jednak dziewczyny rzadko miały okazję porównać swoje zdolności.
-Myślisz, że mają zajęcia? - Crow zastanawiała się głośno nad gośćmi.
-Nie wiem, jak z damami od Madame Maxime, lecz wychowankowie Karkarowa na pewno nie marnują czasu - Nereza wskazała na młodzieńców biegnących po drugiej stronie jeziora. Na przód wysforowało się dwóch. Słynny Wiktor Krum oraz osobnik siedzący wczoraj przy nich na wieczerzy. Młode czarownice nie miały okazji poznać jego tożsamości.  - Samobójcy - pokręciła głową. Blondynka nie była wielbicielką ćwiczeń fizycznych. Od zawsze polegała tylko na magii i ewentualnie dobroci magicznych stworzeń. To jej brat wolał ćwiczyć. Skupiał się na walce białą bronią. Nie wszyscy profesorowie byli zachwyceni z tego powodu, ale ze względu na większą grupę zainteresowanych zezwolono na takie spędzanie wolnego czasu. W końcu to też pewien rodzaj przygotowania czarodzieja do przyszłego życia. Po długich godzinach siedzenia na zajęciach w klasie czy bibliotece należy złapać trochę ruchu.
-Ale przynajmniej jest na co popatrzeć - Francuzka bacznie obserwowała umięśnionych chłopaków. Angielski klimat był dla nich znacznie cieplejszy od tego jaki panował w ich szkole. Dlatego teraz biegli tylko w koszulkach bądź bez nich.
- Crow - skarciła ją przyjaciółka. - Idź podręcz Raven'a. On zdecydowanie bardziej się ucieszy, że chcesz obejrzeć jego mięśnie. Przynajmniej będę miała świadomość, że nic ci nie zrobi.  

~~

Po tamtej lekcji plan nie przedstawiał się już tak przyjemnie. Senne zajęcia z historii magii, godzina eliksirów orz numerologia. Dopiero potem można było liczyć na dłuższą przerwę, którą Nereza jak najbardziej miała zamiar wykorzystać. W torbie z książkami miała naszykowane już skórzane rękawice. Miała zamiar spotkać się z futrzastymi i pierzastymi przyjaciółmi z zamku.
Historię magii przespała. Nie była jej wielbicielką. Nawet wizja egzaminów nie zmuszała jej do cięższej nauki. Oparła się wygodnie o swój stolik w audytorium i oddała się w objęcia Morfeusza. Nienawidziła wstawać wcześnie rano, a niestety powrót do szkoły oznaczał monotonnie codziennego zrywania się o siódmej rano z wyjątkiem sobót i niedziel oraz świąt.Na eliksirach na jej nieszczęście czekał ją powitalny test. Niewiele pamiętała z poprzednich lat. Tylko podstawy. Wszelakie bardziej skomplikowane mikstury opanowywał jej brat. O ściąganiu u Snape'a nie było mowy. Mogła polegać tylko na własnej intuicji, gdy pisała swoje odpowiedzi. Miała nadzieję, że i tym razem uda jej się zaliczyć na tyle zadowalająco, by Severus nie kazał jej robić karnego eliksiru.
Pierwsza wybiegła z klasy od numerologii. Przedmiot lubiła, ale wizja napisania wypracowania na trzy stopy jakoś jej nie zachwycała. Schowała kajet od przedmiotu do torby, którą oddała Crow i poprosiła, by ta ją zaniosła ze sobą do Wielkiej Sali, gdzie miała spotkać się z resztą paczki. Sama wzięła tylko skórzane rękawice, które schowała za pasem, pod długą szatą. Różdżka leżała na swoim miejscu w rękawie. Scoliari wymknęła się na błonia. W tym roku kręciło się tu bardzo dużo osób. Tak naprawdę tylko uczennic. Wszystkie przyszły podziwiać swoich gości z nadzieją, że uda im się rozkochać w sobie któregoś. Nereza pokręciła głową. Znaczna większość z nich miała problemy z zaliczeniami przedmiotów plus zbliżające się egzaminy. Jak mogły myśleć o jakichkolwiek miłostkach? A prawda. Crow. Ta mogła zobaczyć romans zawsze i wszędzie. Udała, że zmierza w kierunku chatki gajowego, a tak naprawdę przy najbliższej okazji weszła na teren Zakazanego Lasu. Musiała pójść znacznie głębiej niż zazwyczaj. Hałasy uczniów spłoszyły mieszkańców z najbliższej linii drzew. Znalazła odpoczywające na sporej polanie wyłożonej dużą ilością sporych skał i mniejszych kamieni stado hipogryfów. Uśmiechnęła się. Miała kontakt z tym gatunkiem praktycznie na co dzień. Doskonale znała upodobania i zachowania tych zwierząt. Natychmiast do Scoliari podbiegł młody wyrostek wykluty tejże wiosny. Podrósł odkąd widziała go po raz ostatni. Teraz na jego ciele widać było powoli pojawiające się grubsze futro i pióra, które miały go ochronić przed srogą zimą. Zaczepił ją swym dziobem zachęcając do zabawy. Młode pod tym względem znacznie różniły się od dorosłych osobników. Jeszcze nie wymagały etykiety od ludzi. Dziewczyna dobrze zrobiła, że założyła rękawice. Zwierzak raz po raz starał się ją złapać za dłonie, co by pozostawiło po sobie głębokie szramy. Tak, spokojnie mogła bawić się z maluchem.


Głosuj (0)

NanaBlackLady 03:19:50 17/08/2012 [Powrót] Komentuj